Ja wiem, kajam się, naprawdę. Kwiecień minął mi po prostu w zawrotnym tempie i nie pamiętam, żebym uskarżała się na nadmiar wolnego czasu. Nic z tego. Urobionam po uszy. Doprawdy nie wiem, co ja robiłam z czasem, kiedy Gnomiska nie było jeszcze na świecie. Teraz w jednej mop, w drugiej chochla, nogą odpisuję na maile, prawą balansując w poszukiwaniu równowagi. Głupimi minami zabawiam...










Moje domowe centrum dowodzenia, opłacania rachunków, sporządzania list i gromadzenia dokumentów. Stylówka wiosenna aka "wieś tańczy i śpiewa". Troszkę mnie jarmarczno poniosło, ale i tak duma mnie rozpiera. Gdzieś tam z tyłu głowy od dawna kiełkował pomysł na hendmejdową tablicę memo ze sznurkami, brakowało mi tylko podkładu. Tablicy korkowej nie chciałam, deski nie wiedziałam skąd wyczarować i tak po prawdzie, nie bardzo chciało...
Gdybym miała wskazać jedną z moich bardziej irytujących cech, to byłby fakt, że natchnienie do posta przychodzi zawsze wtedy, kiedy domownicy już smacznie chrapią, a ja kończę rozwieszać pranie i padam na przysłowiowy ryj. Właśnie wtedy nachodzi mnie wena, więc ze spania nici. No ale miało być o żłobie, nie o mnie. Wiec koniec tych wynurzeń, choć temat nadal głęboko osobisty, nawet jak...
Zakupoholiczka ze mnie pierwsza klasa. Wydaje mi się, że niczego nie kupuje, nic nie przybywa, ale jak przychodzi do rachunku sumienia i podsumowania miesiąca, to łapię się za głowę i padam z wrażenia. Łupy ubraniowe Wam daruje, ale przed chatynkowymi padnijcie razem ze mną. Doceńcie, w trosce o Was i tak dokonałam ścisłej selekcji.
Flora
Flora w naszym domu to temat trudny i bolesny. Szczęśliwie (biorąc pod uwagę nasze wcześniejsze doświadczenia) z fauny chwilowo zrezygnowaliśmy. R.I.P. Bogusiu i Lucjanie. moje kochane szczury, wiedzcie, że nadal ciepło Was wspominam i nie mam żalu za przedwczesne zgony.
Flora
Flora w naszym domu to temat trudny i bolesny. Szczęśliwie (biorąc pod uwagę nasze wcześniejsze doświadczenia) z fauny chwilowo zrezygnowaliśmy. R.I.P. Bogusiu i Lucjanie. moje kochane szczury, wiedzcie, że nadal ciepło Was wspominam i nie mam żalu za przedwczesne zgony.
mini szklarnia z Biedry
Jeśli o zgonach mowa, to bardzo żałuję, że nie udało mi się zrobić zdjęcia pamiątkowego, jak wyglądały te kwiaty po tygodniu w Chatynce. Przygasać zaczęły po raptem dwóch dniach. Nie wiedziałam, z przelania, z przesuszenia, czy z ogólnie niekorzystnego mikroklimatu? Na wszelki wypadek postawiłam na dalszą obserwację. Po tygodniu żałość była tak wielka, że już chciałam je wyrzucić, zwłaszcza, że zbiegło się to w czasie z odbiorem śmieci. Kto mieszka w domu, ten wie. Zaznaczona na czerwono i z wykrzyknikami data w kalendarzu, wieczór wcześniej wielki zryw i opróżnianie domu z wszystkiego, co przestało rokować. Kolejnego dnia załamka, kiedy reflektujesz się, że o czymś zapomniałaś, a śmieciarze następny raz przyjadą dopiero za.... a nawet szkoda gadać. Prędzej zaśmiardniemy.
No więc z taką motywacją już niosłam te kwiaty do kontenera. W ostatniej chwili litość wzięła górę i podjęłam jeszcze jedną próbę ratunku - podlałam. Po 15 minutach, kiedy nie tylko wchłonęły to, co miały w doniczce, ale też tę wielką kałużę z parapetu, którą jak zwykle miałam zaraz wytrzeć, ale jak zwykle zapomniałam, wiedziałam już, że to właściwy trop. Kupiły sobie kolejną, jak się okazało, kluczową dobę życia w Chatynce. Kolejnego dnia już ich nie poznałam. Ze starcia ze mną wyszły prawie bez skazy.
Przybyło nam też jeszcze trochę innego zielonego, szybko tracącego ten kolor. Gwoli ścisłości - wszystko jest u nas krócej niż tydzień, więc jeszcze się nie przywiązuję.
A fiołki od Matki Najlepszej, w skrzyni po winie. Czy to już podchodzi pod promocję alkoholizmu?
w naszym chatynkowym mikroklimacie nawet bazie nie kiełkują (poza jedną niesforną gałązką)
Strefa Gnomowa
W sumie z nowości to tylko plakat edukacyjny od Lupio. Reszta była od dawna, ale dopiero niedawno zawisła.
Plakat podobał mi się od dawna, ale skusiłam się dopiero przy okazji ostatniej promocji, kiedy zgarnęłam go za grosze. Bardzo lubię takie promo, kiedy przesyłka jest droższa od samych zakupów. Nic to, że funkcji edukacyjnej pewnie przyjdzie poczekać jeszcze ze trzydzieści lat, sądząc po postępach lingwistycznych Gnoma ("Powiedz <<kocyk>>" "<odgłos duszącego się silnika, churgot>-cyk!" radość i duma).
Plakat podobał mi się od dawna, ale skusiłam się dopiero przy okazji ostatniej promocji, kiedy zgarnęłam go za grosze. Bardzo lubię takie promo, kiedy przesyłka jest droższa od samych zakupów. Nic to, że funkcji edukacyjnej pewnie przyjdzie poczekać jeszcze ze trzydzieści lat, sądząc po postępach lingwistycznych Gnoma ("Powiedz <<kocyk>>" "<odgłos duszącego się silnika, churgot>-cyk!" radość i duma).
Łupy wielkanocne
Nazwijcie mnie opóźnioną, ale Tigera odkryłam stosunkowo niedawno, mimo licznych rekomendacji. Odkryłam i pokochałam. I korzystając z okazji zdalnie (czyli przesyłając wytyczne Matce Najlepszej wybierającej się do centrum handlowego) dokonałam zakupu paru rzeczy z kolekcji wielkanocnej. U nas co prawda jeszcze nie zawisły, ale szczęśliwa kolekcja wydaje się na tyle uniwersalna, że nie powinny się przeterminować. Półki, nie zając (wielkanocny, nomen, omen).
Zieleń w łazience
Wielbię moje mydelniczki z Tigera, ale mam przeczucie (potwierdzone obserwacją), że nie są zbyt trwałe. Szybciej padną niż mi się znudzą. Więc się szarpnęłam i wydałam kolejne 12 złociszy na dwie nowe. Tym razem w nowej, białej odsłonie.
Kabina prysznicowa
Inna łazienka, ale ten sam żywy kolor. Nic to, że ciągle planujemy wstawić tu drzwi. Wszyscy wiemy, że szybko się to nie ziści. A czy można było odmówić tej zasłonie?! Mam poczucie, że jest przepłacona, ale po prostu musiałam.
Gnomiszcze
Hejo, gnomowe kopytka też zostały w tym miesiącu doinwestowane (podwójnie!). Będzie skakane po kałużach.
A dla sfatygowanych, leniwych kopytek pojazd nogo-bieżny
No i tego Wam życzę - co by wszystkim nam w kwietniu było lżej!
Inna łazienka, ale ten sam żywy kolor. Nic to, że ciągle planujemy wstawić tu drzwi. Wszyscy wiemy, że szybko się to nie ziści. A czy można było odmówić tej zasłonie?! Mam poczucie, że jest przepłacona, ale po prostu musiałam.
H&M home
Gnomiszcze
Hejo, gnomowe kopytka też zostały w tym miesiącu doinwestowane (podwójnie!). Będzie skakane po kałużach.
A dla sfatygowanych, leniwych kopytek pojazd nogo-bieżny
No i tego Wam życzę - co by wszystkim nam w kwietniu było lżej!







Jak przy stole, tak w łóżku; jak w tańcu, tak w życiu! Tako głosi powiedzenie ludowe i nie sądzę, żeby przeceniało rolę stołu w każdej rodzinie. Tak i u nas stół wprowadził małą rewolucję. Stół to obiekt moich ostatnich zachwytów i wielkiej dumy i tym samym myślę sobie, że zasłużył na zupełnie oddzielny wpis. Zastąpił nam mały koszmarek, przy którym, do tej pory...









Ciężkie jest życie matki pracującej i urządzającej dom, ale jeszcze cięższe pracującego ojca, który musi wszystkim tym oczekiwaniom sprostać i samodzielnie wykonać. Wściekam się czasem, że tyle to wszystko trwa, a tymczasem sama z tematem rolet bujam się już od miesiąca. Łatwo dostrzec zadrę w oku bliźniego, ale nie belkę we własnym. Tato Gnoma, aj law ju, ajm sorry! Za jedno muszę być...




Dojrzeliśmy do kupna telewizora. Spokojnie, tylko do salonu. No i z tym dojrzewaniem, to głównie Ojciec Gnomiska, mi tam bez tego żyję się całkiem dobrze. Jeden morderca szarych komórek mniej, a przecież i tak nie ma czym szastać. Jego proces dojrzewania też przebiegał opornie, wiadomo, opór głównie dzięki mnie. Mój warunek, że telewizor okej, spoko, ale kable muszą być wkute w ścianę, na...